
Z Grażyną Orlińską, poetką, scenarzystką, autorką tekstów piosenek, członkiem ZAiKS-u i ZAKR-u. rozmawia Ewa Alicja Slomska
Pani Grażyno zacznijmy naszą rozmowę od wydarzenia, które towarzyszy Pani w ostatnich dniach, czyli wydanie i promocja nowej płyty z Pani tekstami. Proszę powiedzieć kilka słów jak doszło do jej powstania, kto jest autorem muzyki a kogo usłyszymy na płycie?
- Album "Powiedz jej" nagrany został w listopadzie ubiegłego roku, w studiu Radia Gdańsk. Wkrótce będzie miał swoją premierę. Autorem wszystkich kompozycji jest Grzegorz Marchowski (to nasza druga, wspólna płyta). W nagranych piosenkach usłyszymy także jego gitarę i - przede wszystkim - wokal. Obok Grzegorza - dysponująca niezwykłą barwą głosu Magdalena Choryło, którą nasi słuchacze znają także z "Zielonego księżyca" (poprzedniej, wspólnej płyty). Mówiąc o "Powiedz jej", nie sposób nie docenić pracy naszego aranżera i basisty, muzycznego wizjonera, Maćka Jeleniewskiego. Nie sposób nie wymienić znakomitych, trójmiejskich muzyków: Rałała Rachowskiego (fortepian), Łukasza Jeleniewskiego (perkusja), Arka Disterhefta (saksofon i klarnet) oraz Przemka Popławskiego (skrzypce). Gościnnie, na gitarze elektrycznej, zagrał Tomek "Snake" Kamiński. Całość ogarnął, czyli zrealizował, zmasterował i zmiksował nieoceniony Michał Mielnik. Brzmienie "Powiedz jej", z którego jestem tak dumna, jest wynikiem twórczego szaleństwa Ich wszystkich.
Do Pani tekstów muzykę tworzyli między innymi Ryszard Poznakowski, Włodzimierz Nahorny, Włodzimierz Korcz, Jacek Skubikowski, Czesław Majewski, Mirosław Czyżykiewicz, Ryszard Szeremeta, Józef Skrzek... proszę powiedzieć jak to jest współpracować z tak znanymi ludźmi?
- Im większy artysta tym skromniejszy człowiek - to się sprawdza ! Rysiek Poznakowski był pierwszym kamieniem milowym na mej drodze, od niego wszystko sie zaczęło. "Epoka Poznakowskiego" to czas popularnych przebojów i .... uczenia się piosenki. Wszak byłam młodą, gniewną i bardzo hermetyczną poetką, którą trudno było raczej posądzać o jakaś szczególną melomanię. Nieżyjący już, niestety, wybitny krytyk literacki Piotr Kuncewicz, prowadząc jeden z moich pierwszych wieczorów autorskich powiedział wręcz, że nie wyobraża sobie Orlińskiej, piszącej w rytmie kujawiaka. Potem był skok na głęboką wodę... okres poszukiwania swojego miejsca w piosence (niekoniecznie tej z pierwszych miejsc list przebojów). To, między innymi, czas intensywnej współpracy z Mikołajem Hertlem (multiinstrumentalistą, twórcą muzyki elektronicznej), który zaowocował aż trzema projektami.
Następnym kamieniem milowym na mej drodze był sopocki Teatr Atelier im. Agnieszki Osieckiej, dla którego wspólnie ze znakomitą krakowską kompozytorką, Ewą Kornecką, napisałam monodram muzyczny "To miał być żart". Oczywiście, w międzyczasie powstawało wiele piosenek z wieloma kompozytorami - wyróżniam tu tylko tych, z którymi współpracowałam przez dłuższy okres czasu. Od paru lat, na dobre i na złe, związana jestem z Grzegorzem Marchowskim. Dwa lata temu ukazał się nasz "Zielony księżyc", a dosłownie przed chwilą - "Powiedz jej".
Słuchając fragmentów ostatniej płyty „POWIEDZ JEJ” mam wrażenie, że utwory na niej nagrane to swoista kraina łagodności, zatem ogromny przeskok od takich wielkich przebojów jak na przykład "Chałupy welcome to", "Baw się lalkami" , "Nie bój się żyć", "Bajdy – znajdy”, "Szał by Night”, "Czas na miłość" …
- Wymienione piosenki to baaaardzo odległe dzieje! Dzięki nim zaistniałam na t.zw. rynku, choć zawsze było mi bliżej do piosenki literackiej, aktorskiej (teatr to chyba największa miłość mego życia). Trudno było uwierzyć, że napisała je autorka "Kształtu nieistnienia" (przed laty, po moim piosenkowym debiucie, w osłupienie wprawiła mnie informacja prasowa, że jestem.... pseudonimem pani Marii Czubaszek! ). Tak samo, trudno było później uwolnić się spod władzy ich popularności. Nie chciano innej Orlińskiej, więc na pewien czas w ogóle zniknęłam z mediów. Dziś myślę sobie, że dotknął mnie, po prostu, syndrom... „kapitana Klosa”. Pan Mikulski z pewnością doskonale wie, co mam na myśli. "Chałupy" są moim osobistym kapitanem Klosem i nie ma sensu z tym walczyć. Zawsze będę głównie ich autorką. Poddałam się :)
"Powiedz jej" jest z kolei naturalną konsekwencją wielu wcześniejszych albumów z moimi tekstami, że wspomnę choćby "Czułość", "Sopocki nokturn" czy "Zielony księżyc". Nie jestem, tak do końca przekonana, czy Kraina Łagodności jest najszczęśliwszym określeniem tego materiału... W ogóle szufladkowanie piosenek już dawno straciło chyba sens. Gatunki muzyczne przemieszały się ze sobą. Ja przynajmniej przestałam nadążać. Poezja śpiewana, na przykład, wymieniana jest jednym tchem, z piosenką turystyczną. "Powiedz jej" z kolei - to niby poezja, do tego śpiewana, ale... Teksty nie są ani łatwe ani łagodne, muzyka wibruje emocjami, wszystko razem zmusza do myślenia... czasem aż boli... nie da się tego śpiewać podczas wędrowania, czy wspólnego biesiadowania przy ognisku... Mam właściwie problem z nazwaniem gatunku, pod którym można usytuować "Powiedz jej". Ktoś zaproponował łagodną alternatywę... może tak. Mamy w każdym razie nadzieję, że to nasze niepokorne "dziecko" znajdzie swoją niszę i swoich słuchaczy.
Czy autor tekstów ma wpływ na to w jaki sposób jego słowa zostaną „ubrane” w muzykę i jak przekaże odbiorcy ich wykonawca?
- Pewnie chciałby mieć... pewnie, w jakimś stopniu ma - przynajmniej jeśli chodzi o stronę muzyczną , ale... różnie to bywa. Zdarzało się, że słysząc produkt finalny, którego punktem wyjścia był mój tekst, miałam ochotę schować się w mysią dziurę... Bywało jednak, że słuchając gotowej piosenki nie potrafiłam wyjść ze zdumienia, jak wiele znaczeń wydobył z tekstu kompozytor, czy wykonawca. Są teksty, które chciałam skazać na niebyt i bardzo sceptycznie podchodziłam do wszelkich planów wobec nich, a później nie mogłam uwierzyć, że to te same... Na "Powiedz jej" też takie są.
Powiem, że wielkim zaskoczeniem dla mnie było, iż tworzy Pani także dla najmłodszych. Dziecko to trudny odbiorca, bardzo wymagający, wrażliwy. Według mnie tekst dla dziecka powinien nieść ze sobą przesłanie dobra, ukojenia, przyjaźni … Czy ma Pani jakiś szczególny „sposób” pisania właśnie dla najmłodszych?
- Stara to prawda, że dla dzieci trzeba pisać tak samo, jak dla dorosłych, tylko.... lepiej. Dziecko to wdzięczny, choć wymagający odbiorca. Należy go traktować serio, nie wolno "upupiać", infantylizować... wyczuje fałsz, a dzieci są przecież do bólu szczere, nie będą udawały, by sprawić ci przyjemność ! "Balonówka z coca-colą" to pierwsza piosenka dla dzieci, jaką napisałam. Była przebojem programu TV "5-10-15" śpiewanym przez Karolinę Poznakowską. W krótkim czasie doszła do niej kolejna - "Hop na top" i tak powstał singiel. Później były następne, które znalazły się na płytach "Narysujmy wielkie serce" ( z muzyką m.in. nieodżałowanego Henryka Albera), "Kołysankowo" czy "Herbaciany zapach róż" . To ostatnie wydawnictwo jest pozycją szczególną, gdyż książce towarzyszy płyta, na której moje "herbaciankowe" wiersze czyta Krzysztof Kolberger. A w kolejce czeka na produkcję, kolejny projekt dla dzieci - "Rysujemy świat" z fantastyczną muzyką, wszechstronnego Grzegorza Marchowskiego.
"...o miłości - bo świat bez niej nie wart jest niczyich oczu i o śmierci - bo co nie umiera, nie żyje naprawdę. A żyć warto. Zawsze. I mimo wszystko...." – czy to przesłanie Pani poezji? Czym w życiu zawodowym i prywatnym jest dla Pani poezja, jak ona powstaje?
- Jest koniecznością. Nie piszę dlatego, że chcę pisać - piszę, bo nie mogę nie pisać. W tym przypadku życie zawodowe i prywatne to jedno. Jako t.zw. tekściarz jestem trudnym partnerem. Nie lubię pisać na zamówienie , nie lubię czuć nad sobą presji terminów. Zdarzają się całe tygodnie, a bywa i miesiące, twórczego milczenia. Nie siadam każdego dnia nad pustą kartką i nie czekam, aż spłynie na mnie natchnienie. Jestem z gatunku tych, którzy słuchają, więc słucham ludzi, świata, siebie... słowa znajdują się potem same. Kiedy mówię, że żyć warto, zawsze i mimo wszystko - wiem o czym mówię, bo bagaż na to życie dostałam całkiem spory, a mimo to (a może właśnie dlatego), potwierdzam: warto. I o tym piszę. Miłość i śmierć... czy jest coś ważniejszego ? Poezja to chyba najintymniejsza ze sztuk i najcichsza. Każdym wierszem mówię TYLKO do ciebie... To bliskość.
Grzegorz Marchowski to…
- "Marcepanowa miłość" (patrz: "Powiedz jej")...
A w sensie zawodowym: kompozytor, gitarzysta, pieśniarz, współtwórca legendarnych "Wałów Jagiellońskich", mający swe artystyczne korzenie w piosence studenckiej. Wcześniej komponował do wierszy Tuwima, Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, Wilmańskiego czy Kubiaka. Wielka wrażliwość, niezwykła muzykalność... nuty, bez wysiłku, układają mu się same w melodie. Niesamowicie twórczy. W wolnych chwilach rozmnaża.... gitary.
Dlaczego Sopot? Nie życiem płynąca Warszawa, nie tajemniczy Kraków … Cicha przystań z sopockim molo?
- Mówię o sobie: warszawianka z urodzenia, sopocianka z wyboru. W Sopocie spędziłam 10 lat swego życia. Do Warszawy wróciłam dopiero dwa lata temu, ale... wciąż czuję się sopocianką. To moja Arkadia, miłość od pierwszego wejrzenia a do tego... morze, bez którego w ogóle trudno mi żyć. W Sopocie powstawały najważniejsze dla mnie teksty, w Sopocie zaczynają swój żywot kolejne płyty, tomiki poezji... dopiero stąd ruszają w świat. Tu są moi przyjaciele, miejsca, tęsknoty... Tu, w nieistniejącej już "Kawiarence pod Żaglami" spotkałam także swoją "marcepanową miłość" . Znam chyba każdą uliczkę, werandę, każdy witraż tego "Miasteczka z Andersena" ... Na stulecie Sopotu napisałam piosenki na płytę "Sopocki nokturn". Jak kaskaderka.... bez pieniędzy na produkcję, prawie bez sponsorów... Zupełne szaleństwo, którym udało mi się zarazić znakomitych kompozytorów i wykonawców. Pracowali właściwie za darmo: Włodzimierz Nahorny, Włodzimierz Korcz, Jacek Skubikowski, Janusz Hajdun, Mirek Czyżykiewicz... śpiewała Hania Banaszak, Marzena Trybała, Basia Dziekan, Justyna Szafran... wielu innych. Życzliwe Radio Gdańsk użyczyło studia... sam Per Dahlberg zaprojektował okładkę ... Udało się ! Do dziś jestem szczęśliwa, że się udało zwłaszcza, że nie ma już wielu miejsc, o których pisałam... ludzi, będących jego kolorami. Sopot się zmienia, unowocześnia, ale gdy przymyka się oczy, wciąż słychać nad dachami, dzwoneczki Parasolnika.
Czym jest życie czy pułapką, a może wielką niespodzianką? Gdyby nie nadeszło jutro … to jakie kroki by Pani podjęła dziś? Co zmieniła, co zatrzymała na zawsze, co wyrzuciła ze swojego dotychczasowego życia?
- Istnieje tyle definicji życia, że chyba nie pokuszę się o następną. Z resztą to, czym jest dla nas, zależy od danej chwili, a jego ironia polega na tym, że - jak powiedział Kierkegaard - "żyje się do przodu, a rozumie do tyłu". Nie żałuję właściwie niczego i niczego nie wyrzuciłabym ze swego życiorysu (choć nie wszytko chciałbym powtórzyć....). Każde ( nawet najtrudniejsze ) doświadczenie czemuś służyło, po coś było... ukształtowało moje "ja". Czasem myślę, że gdyby oszczędzone mi zostało to i owo, na pewno byłabym dziś kimś innym. Ale czy to znaczy, że lepszym...? Wciąż się spełniam i doskonale wiem, że któreś jutro nie nadejdzie ... Jeśli tylko zdążę powiedzieć wszystkim swoim bliskim, jak bardzo ich kocham - będę gotowa.
I już na koniec, wracając do najnowszego Pani „dziecka”, płyty POWIEDZ JEJ – gdzie i kiedy poza domowym zaciszem będziemy mogli usłyszeć Pani teksty w wykonaniu Grzegorza Marchowskiego i Magdalena Choryło „na żywo”?
- Wkrótce premiera albumu, w sopockiej Zatoce Sztuki i pierwsze koncerty na Wybrzeżu, ale tak naprawdę zaczniemy nasze podróżowanie dopiero po wakacjach. O wszystkim będzie można dowiedzieć się na moim facebook'owym fanpage'u, zaś w sprawie koncertów prosimy kontaktować się z naszym wydawcą, czyli z Dreamland Studio.